Z książką czas święty

[ Poniżej zamieszczony tekst stanowi felieton będący komentarzem do artykułu Czytania magia odnaleziona. Miniprzewodnik po polskich księgarnio-kawiarniach, który ukazał się w 9. numerze magazynu bukinistycznego Archipelag.]

Księgarnio-kawiarnie powstają obecnie niemal w każdym większym mieście. Zjawisko to jest w Polsce dość nowe, bo przypada na koniec lat dziewięćdziesiątych minionego stulecia i początek obecnego wieku, tak dynamicznie pędzącego ku nieznanej przyszłości. Mówimy więc mniej więcej o przedziale czasowym równym jednej dekadzie. A więc czas dość krotki. Te współczesne „księgarnie z kawą”, jak się je czasem nazywa, zmieniają krajobraz kulturalny dzisiejszych miast, w których czytelnictwo jako zjawisko kulturowe nabiera dzięki nim zupełnie innego wymiaru. Wzbogaca się on bowiem o miejsca spotkań związane z książką, o księgarnie, które poza czystą sprzedażą książki oferują spotkania wokół literatury i wiele innych wydarzeń kulturalnych wszelkiego rodzaju i o zróżnicowanej tematyce(od wykładów, przez projekcje filmów, po koncerty). Nadają one czytaniu inny wymiar utracony w biegu rozwoju kapitalizmu, przybierającego na sile zjawiska „obrastania gadżetami” (jak głoszą reklamy: niezbędnymi do życia) i innych współczesnych katastrof. Przywracają utraconą magię czytania.

Niektóre wypowiedzi internautów, które można napotkać w sieci, sugerują, że nie bardzo wiedzą oni, jak korzystać z takiej „duo-opcji”, jaką stanowi połączenie księgarni z kawiarnią. Do spotkań z przyjaciółmi wystarczy przecież zwykła kawiarnia. Intelektualne tło zbudowane z piętrzących się na regałach książek wydaje się zbędne, a co najwyżej niekonieczne. Natomiast książki wciąż najczęściej czytamy w domach, w ulubionym fotelu, na podłodze, czy w łóżku. Czytanie w miejscu publicznym nie wydaje się zatem być czymś oczywistym i powszechnie uprawianym.
KMPiKWarto jednak zauważyć, że idea spotkania w kawiarence literackiej nie jest w Polsce zupełnym novum. Przypomnijmy sobie chociażby Kluby Międzynarodowej Prasy i Książki (w skrócie KMPiK) – model salonu kulturalnego w powojennej Polsce. Któż z nas dzisiaj jeszcze pamięta tę staromodną, kulturalnie ambitną wersję Empików sprzed kapitalistycznego liftingu? Przecież tam też odbywały się spotkania z autorami i tak zwanymi ludźmi kultury, ciekawe prelekcje, a i kawę można było wypić w tej wyjątkowej jak na komunistyczne czasy atmosferze. Empiki w tamtych czasach (w latach 50-tych i 60-tych, na które przypada czas ich rozkwitu) działały także jako swego rodzaju „kulturalne delikatesy” – empikowe księgarnie oprócz literatury polskiej i zagranicznej sprzedawały także różnojęzyczne czasopisma, pocztówki, kalendarze, płyty (także z muzyką zachodnią) oraz reprodukcje słynnych dzieł malarskich. To było swoiste okno na świat, oaza kultury: Empiki stały się z czasem synonimem otwartej przestrzeni kulturalnej i edukacyjnej pachnącej dekadencko ekskluzywną farbą drukarską i... świeżo zmieloną kawą. Co się z nimi stało dziś nie trzeba wspominać, chociaż, aby pozostać sprawiedliwym, należałoby zauważyć, że i ta współczesna forma Empiku znajduje swych amatorów, tyle tylko, że nie można już o niej z czystym sumieniem powiedzieć, że jest  kulturalną oazą traktującą książkę, jeśli nie z nabożną czcią, to przynajmniej z należytym szacunkiem.
Ta konkluzja naprowadza na pewien trop w rozmyślaniach o współczesnych księgarniach z kawą. Wizyta w księgarnio-kawiarni rozpatrywana bowiem lekko „antropologizująco”, żeby nie powiedzieć religioznawczo,  może być widziana jako wkraczanie w przestrzeń sacrum. Możliwość uczestniczenia w profanum w tym wypadku zapewniają odwiedziny właśnie wspomnianego powyżej  massmarketowego Empiku, gdzie czasem bez zastanowienia chwyta się jakiś tytuł i pędzi do kasy – a tam stoją rzesze innych, którzy nabyli właśnie podobne „książkowe-hamburgery”.  Ale już rozkoszne zatapianie się w lekturze w ulubionej księgarnio-kawiarni, z kawą lub herbatą roztaczającą przyjemny aromat, połączone z radością delektowania się atmosferą danego miejsca, nosi już znamiona sacrum. To zapewne odważna teza, ale nie raz doświadczyłam tego uczucia, odwiedzając ulubione księgarnio-kawiarnie.  Niewiele jest bowiem w dzisiejszej miejskiej przestrzeni publicznej miejsc, które starają się wznosić nasze życie na wyższy poziom, walcząc z oporną materią, pędem ku mamonie, wszechobecną tendencją do upraszczania wszystkich aspektów życia, aż osiągną one poziom kompletnego zidiocenia, a my razem z nimi. Już chyba więcej powstaje nowych galerii handlowych niż centrów kultury, dlatego księgarnio-kawiarnie przypominają w dzisiejszym świecie cenne wyspy, rajskie archipelagi oferujące wartościowy pokarm dla spragnionych kultury, może nawet takie świecko-sakralne refugia właśnie, w których można zaszyć się z książką i śmiało oddawać tak niemodnej dziś czynności jak czytanie.
Książka niczym przepustka – bilet wstępu do prawdziwej  Świątyni Czytania. Są symbole, jest rytuał, czyli wszystko, co konieczne, aby stać się członkiem wspólnoty otwarcie czytających. I to wspólnoty naprawdę elitarnej, wręcz luksusowej. Tu nie ma wstępu wyznawca ideologii świata powierzchownego, bożka mamony, bywalec i uczestnik świata tych, co tkwią w nieustannym rozproszeniu myśli, zmęczeniu i zabieganiu – zatroskanych li tylko o swój byt na płaszczyźnie materialnej oraz o jego zabezpieczenie. Książkofile, książkomaniacy, kolekcjonerzy tytułów ukochanych, żonglerzy intelektualni  to elita z najwyższej półki. Dlaczego? czytelniczkaKoniec końców nasz gust literacki nie ma większego znaczenia – możesz być fanem fantastyki lub komiksu, możesz sięgać tylko po reportaże albo czytać literaturę popularnonaukową. Możesz być rozkochana/y w Pamuku, w Stasiuku, Tokarczuk, albo w Murakamim, możesz być łowcą nieznanych nazwisk z kręgu współczesnej literatury chińskiej. W tej wspólnocie liczy się tylko fakt, że w ogóle po coś sięgasz... W dzisiejszym szalonym świecie, w dużej mierze przeniesionym do przestrzeni wirtualnej, kontakt z prawdziwą książką urasta bowiem do rangi wydarzenia nad wyraz niecodziennego. A dlaczego mowa o elitarności? Jej wyznacznikiem jest CZAS. Któż ma dziś bowiem czas na czytanie książek? Tylko ci, jak się okazuje nieliczni, którzy świadomie i jakże odważnie decydują się nie dać się wytrącić z zaczytania, nie dać się pozbawić bliskości z ukochaną Książką. To ci, którzy w pewnej mierze wpisują się w nurt slow life i z pewnością także ci, którzy wciąż ulegają utraconej poprzez zachwyt nad rozwojem techniki i na powrót odnalezionej magii czytania.

Paulina Domachowska-Gałkowska

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy


Odśwież

Książki Tytuły Zapowiedzi Autorzy

Skocz na górę

Newsletter

Zapisz się